24 lipca 2020

44 rewolucje na minutę



włóczędzy włamywacze złodzieje gwałciciele

47 rewolucji na minutę

koło zamachowe – laski wino śpiew

ruletko zakręć się –


w kasynie jesteś, umarły dla świata

zdrowych, chorych, oszalałych

wesołych – z trupierem wykonawcą

z wiejskim przytupem –

trupierem wykonawcą wiejskim przygłupem

w butach do trumny na połysk wysoki

w domach z kartonu – z architektury

z jadowitej wilgotności – z miłości

żywej jak wściekłe fale wód –


dwa palce w Natalce, pod platanami

pomylić ślinę ze śluzem

gniew boży z saletrą

krew z winą –


scena jest miłosna i twarda

nadzy wchodzimy

pokaleczeni wychodzimy

pomylić wanilię i pomylić pieprz 


podziękować za znaki – czerwonego krzyża

za wściekłe deszcze, wybite studzienki

za wieczór w Kairze, serpentyny ulic

pętle zmiennych, mgławice – paliwa do ognia

rozbite butelki i wyrwany bruk

inaczej paliwo krwią się nazywa

hiszpańską sangrią –


corrida de toros kawalerze Toledo

hasta los ovarios – poeta się musi wyszczekać

wybiegać wylatać

w podartej kurtce dziurawej wiatrówce

przestrzelonej –

(...)



23 listopada 2019

Wiersz na koniec roku



salalah, wiatr szaleje na dziobie

wiatr wojna ogień dom

obite mordy poetów

nudne jak cedry Libanu –

i opuszczono flagi do pół masztu

i pierwsze trąby zawyły –

eleos, latawce – podrywać myśliwce

odpalać samochody

idąc jak w dym w tę noc noworoczną

pełną światła –

które jest świętem zmarłych?

światło jest świętem zmarłych

a wiec słoneczne były te koszmary?

koszmary słoneczne!

tak jak oparzenia –



04 lipca 2019

Navigare



żeglujcie żegnajcie

na walizkach granicach znikajcie

z falą w objęciach –

Nimisha Nimisha twe imię fantazja

ssąca uzd i pizd miękkie podniebienia

jak fakir na szpilkach

chodzisz na paluszkach

po ubitej ziemi – Nema

a jak się trzęsło!

jak trzepotało

jak wyrywało się życie! –



13 maja 2019

Arabska wiosna



Rolando orlando krew kwiaty kamienie

butelki z benzyną wymierzone w cienie


pismo jest arabskie albo nieczytelne

rzygacze i maszkary leżą na ulicach

to wy synowie dostatku i biedy 

bezdomni zrośnięci bosonodzy

z wężami zamiast włosów zębami jak kły

pies was lizał – pieścił prąd

ogień grad i śnieg lód i wicher burz – o Panie!

psie niewierny!

ty szmato podarta jak sztandar nad miastem

prawie jak swastyka lub złamany krzyż

jak słońce palące swoje widziadła

jak słońce palące swoje straszydła

czarownice wiedźmy trzeba was utopić

psie marnotrawny – trzeba was udupić

będziesz leżał!

gdzie zgięty jest kark i złamany krzyż

gdzie każdy twój krok to wyrwanie nóg

z wnyk żelaznych czarnych jam

tych kikutów rąk tych kikutów nóg!

w całunach lub szmatach

a więc żywcem w ziemi –


pismo jest arabskie albo nieczytelne

z jednej strony równe z drugiej poszarpane

wywrócone na lewo rozprute urwane


za wiosnę ludów i za sztukę walk

armatni strzał –

z kim się biłaś dziewczyno biłam się z betonem

z kim napierdalałaś

zarywałaś noce i traciłaś dni

w ruinach Aleppo

ruina Warszawy – hej panie dygnitarzu

poeto piosenkarzu

mamy butelki z benzyną i mamy kamienie

wymierzone w cienie:

srebrną kulę w ustach

ofiarę śmiertelną –

nie żyje obywatel Jan Potocki

tańczył sarabandę w poprzednim stuleciu

kiedy padał biały śnieg

zwykł był kłaść ślad wilczych łap:

pisać głoskami Balsazara RUINA

dom żarty grzybem

pożarty kołatkiem

z dachem który ciągle zrywa się nad głową

just to take you to the theatre!

operation theatre –

I have advanced algorithms running in my mind

wiatr się zrywa

wiatr przewraca kosz śmieci butelki kamienie

wymierzone w cienie:

pałka zapałka dwa kije! 

kto się nie chowa –


jedną rękę złamaną przewieś jak karabin

dłoń zawiń w bandaże – rękawice do boksu

służące do seksu – taśmy – strzępy prac:


do abordażu potwornych kochanków!

do mądrości

do kochających i kochanych

istot o 4 ramionach – z zamkniętymi oczami

rozrzuconymi włosami 4 nogami i 2 głowami

z głową suki – z głową psa!

psie – masz ramiona strzelca

masz ramiona krzyża

masz długie ramiona

lecz noc jest za krótka – za krótka jest noc!

masz bierz ją wszystko

możesz brać wszystko – ziele świętego Jana

dzwonki panny Marii

pępownik przestrzelon dziurawiec!

możesz brać wszystko z rewolwerem w dłoni

z karabinem przy dupie

na straży tych spraw – niech nas bierze khat!

niech zalewa krew

niech toczy nas czerw!

krew wkurw i czerw – o kwiaty!

kamienie! butelki z benzyną

wymierzone w cienie!

gdy noc jest najkrótsza! – możesz brać siłą

kwiat jednej nocy

owoce granatu

rozgniecione czarne czerwone jagody

podtrzymać narrację!

utrzymać erekcję

podnieść w górę pieśń!

dość! oto kara –

spadłam jak dziecko wywijając ramionami

krew kwiaty ogień klejnoty

czarne oko z popielnika!

jak iskierka zgasła –


nie mam już kości lecz miedziane druty

żebra jak żelazne drągi! lecz wyzdrowieję

jeszcze będę wygrażać z wściekłości

połamaną ręką chłopakom z Indii –

Pakistańczykom! jeszcze się będę wyrażać

running advanced algorithms in your mind

z kawą stygnącą i parującą na wietrze

wchodzę w coraz większą mgłę –

z tego miejsca cię już nie widać Arturze

życzę szczęścia wiosną – życzę dużo błota!

ktoś uderza w bęben – pada biały śnieg

lecz kiedy stopnieje! ach – kiedy raz

stopnieje śnieg znikną ślady wilczych łap:

krew kwiaty kamienie! butelki z benzyną

wymierzone w cienie!



05 stycznia 2019

[les routes et les marchés...]



les routes et les marchés

la direction générale du trafic

toujours en guerre avec leurs voisins

(du moins ceux que nous avons vus)

ils connaissent le Coran et l'écriture arabe

et sont poètes improvisateurs

qui voulait juste vivre

au-delà de toutes contraintes




03 stycznia 2019

Z wyspy Jawy



na islam nie przejdziemy islam przejdzie na nas w snach baśniach torturach sennych

majaczeniach – których źródłem są szafran cynamon goździki

nie odróżniając gorączki od upału fali gorąca od uderzeń krwi

od czasu do czasu budząc śpiew lub łkanie: śpiew albo cykanie żab tykanie bomb cykanie

śpiew po nocy rano łkanie – wycie syren ranny gwar od bazaru po bazaar:



Chiny wielkie Chiny wojenne machiny! bez państw i języków są języki i rynki

giełdy i markety bazary parkiety – przetańczona jest Europa wyśpiewana jest sawanna

w stronę Swanna w chmurze much – paść trupem na łące i na twarz przed Panem

na łące pachnącej kąkolem tymianem



trzeba żegnać się na krzyż oraz żegnać się – na północ południe zachód albo wschód

w deszczu paląc światła jak światła mijania przez litewskie śniegi białoruskie śniegi

w kolebce metali wśród drogich kamieni – przydrożnych podróżnych milowych i młyńskich

czarną skrzynkę topiąc w błocie i na polu:



czarodziejskie szkatułki chińskie odbijanki

kalafonium z Malabaru egzotyczne jaja!



pamiętam tych starych i pełnych godności kupców…



gdy wiatr na motorze urywa mi głowę gorące powietrze ciąży jako kask:

to wszystko kolory banknotów i flag! niech puszczą kolory niech się układają

i niech się ułożą jak pola ryżowe – niech pola ryżowe będą tarasowe

jak meczety minarety – którym słońce świeci których gwiazda dnieje

w formalinie powszednieje nowy dzień topiąc lody Grenlandii podnosząc oceany

bo słońce i spalina to jedno – w myślach cięłam worki z ryżem podpalałam pola

drzemały wulkany ciągle byłam śnięta – z braku obowiązku bez poczucia czasu

wydawałam rupie za bezcen jak śnięta chodziłam po gruzie na wschodzie jak śnięta

obrazy po deszczu widząc wciąż te same – tajemnicze kobiety dalekiego Wschodu!

macie półksiężyc zamiast uśmiechu – mężczyźni na dywanik przez Boga wezwani

terroryści znów idą do lekkiego już nieba z nowym ładunkiem w porze burz



ze słuchawkami od ucha do ucha i na słuchawkach – z arabskim hh

złota trąbka na sznurku rękawice do boksu



złota trąbka –



szalone dziewczyny z walizkami z Libanu

au revoir –  krzyczały, nie odrywając – kochane! – pięści od twarzy



szalone sceny z żyć wszystkich świętych

upust wszelkim złościom z tych nadmorskich skał



Umm Haram, kamień na twojej piersi unoszony przez anioły

cięższy i większy niż kwiaty Franciszka



dwa kamienie – to była krucjata czy podróż przez głód?

i żyłam wtedy tylko lotem błyskawicy wodą i powietrzem



i nie gryzłam ziemi –



wystrzeliłam rowerem z getta Rosengard



wzdłuż Amiralsgatan

z getta Rosengard – to przyczółek Europy – jej ostatni skrzek!



tłuczone kamieniem okno na świat –



śmigło nad łóżkiem jak wojna w tropikach – niebo malaryczne i apokaliptyczne

niebo Jawy – niebo zrobiło się żółte jak na starej kartce wysłanej z Batawii albo Tangerang

niesionej pocztą aż do Semarang i dalej do Tuntang – gdzie ciągle się kończą kolejowe tory

stary kolonialny budynek białe latyfundia – stare czasy! – wieka trumien

w sepii albo formalinie – w momencie przejaśnień:



żółta febra, malaria, czerwona gorączka

czarna śmierć, czarne słońce, jasna cholera



uderzanie fal, łopotanie szmat – jak stary człowiek w noc nowego roku

wjeżdżając do Daru z jednym tylko słowem – lumumba, trochę mydła i wody

lumumba – liszaj w marmury komór łaziebnych, liszaj w dziurawe cuchnące ulice

w nocy po pokoju chodziła gąsienica – za oknem grzmiało

rano chłopcy w porcie mówili mi Joshua – dziewczyny na wyspie nazwały Alosza



malaria malarone echo nihil timeo – jak gorące kamienie – jak masaż kamieniami

ukłucia komarów zawsze po zachodzie albo tuż przed wschodem – noś jasne ubrania

o zachodzie słońca zamknij okna i drzwi – malaria malarone echo nihil timeo

od zawrotów głowy i krzepnięcia krwi – gorączka i dreszcze, koszmary, zmęczenie

zło, kwiaty – wykwity – jawajskie półcienie – wysypka, utrata, zaburzenia mowy

zaburzenia snu, duszności, ból głowy, nożyce i papier, kamień – obraz krwi

za obrazem jest skrytka bez okien i drzwi –



jedzenie uliczne, mapy kieszonkowe – jedną nogą w wodzie – to skały nadmorskie

i warkot silników, podaję wysokość – dwie moje stopy nad poziomem morza

dalej są latawce, bliżej odrzutowce – wschód daleki i bliski – to warkot silników

dzieci nie machają widząc samoloty?



spadające gwiazdy lecą nad Aleppo – tylko jeden żołnierz dziś na brzegu rzeki

Mosul albo Tygrys – zarys morza, gór – drogi – ślady kół, gąsienice na piasku

i w zarysach dróg – thalassa – przejść już tylko na palcach i możliwie cicho

w pogromach jakie obiecało nam morze – w swoich ultrafioletach albo podczerwieni

wbiegając w zachody – pomiędzy jaskółki – pomiędzy zasłony – jak w wysokie trawy

za morza i rafy! albo za rozbitków! którzy w oczach nikną – którzy w oczach bledną:

raj jest podatkowy, morski wiatr handlowy, jedzenie jest uliczne, mapy – kieszonkowe



trzask zapałkami na siarczyste mrozy – wśród widm i sonetów – pośrodku litanii

a myśmy tłoczyli się tylko na stacjach: pośród kwadratowych albo szarych składów

na stacjach kolejowych – na stacjach wołyńskich – tarnopolskich i lwowskich

na stanisławowskich – stłoczeni we własnych kwadratowych bramach

wierszach tak zwanej stosownej długości – bez szerokości, bez wysokości

bez geografii co przed słowem wojna – polska wieś wesoła polska wieś spokojna



Barong Barong

załóż sarong

na farmę w Ngong



wjeżdżamy w końcu w karawanseraj – a trzeba założyć łańcuchy na koła

kaganiec na pyski – iskiereczka mruga – sen będzie krótki podróż będzie długa